niedziela, 4 kwietnia 2010

Bieda biedy

Ta notka nie ma nic wspólnego z wiodącą tematyką bloga, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę wątek, który tu dziś przedstawię będzie się składał na całościowy obraz superstruktury, którą w pełnej krasie chciałbym demaskować, a którą na co dzień (no dobra, codziennie tu notek nie ma :P) staram się demistyfikować, ale tylko w jednym wymiarze.

Chodzi mi o polską edukację, której ciemne strony skutecznie obnażył sz.p. Testoviron w następujących filmach:






Ma on niewątpliwie rację, gdy mówi o polskich profesorach. Czy jego sądy mogą się również tyczyć naukowców nowego pokolenia? Jak się tu zaraz okaże: jak najbardziej.

Siedzę se w necie, siedzę; czytam se blogi, czytam i nagle natrafiam na bloga zgrai polskich zwierząt, czyli doktorantów, biedaków jebanych, kurew pierdolonych, które chcą podwyżek. Jako że temat wydał mi się nieco odległy w swym ogóle, bo hajsu mam w chuj, postanowiłem go eksplorować i, by uczynić go nieco bardziej spersonifikowanym, odwiedziłem internetowy dziennik(no dobra, to chyba trochę niestosowne słowo, bo jest tam jeszcze gorzej niż u mnie – wisi bowiem cała jedna notka) doktoranta WNS UWr. Pomijając, że koleś sam nie wie o czym pisze, bo bredzi coś o ekonomii(radziłbym mu wpaść na spotkanie KASE UWr, skoro ma tak blisko na UWr – austriacy.pl ; może zmieniłoby to nieco jego sposób postrzegania świata), choć ja z tej sfery dociekań ludzkich tam niczego nie znalazłem(na siłę tematykę można podpiąć pod wstęp do rachunkowości), to narzeka chyba, że jest jebanym ścierwem, które ledwo żyje. Czyli wylewa gorzkie żale jakich w Internecie wiele(mój blog chyba też ma taki charakter, hehe).

Jaki jest związek między diagnozą sz.p. Testo, a przypadkiem, który właśnie opisałem? Ogromny. Można powiedzieć, że drugie jest niejako ilustracją teorii zawartej w pierwszym.

Pomijam w tym momencie interpunkcję i treść tego bloga. Chciałbym, abyśmy skupili się na jaskrawym przykładzie z obrazka, który z daleka rzuca się w oczy, i który dobitnie potwierdza tezy stawiane przez pana Testo.



Zrozumiałbym go, gdyby był chemikiem, któremu toksyczne opary wyjebały większość mózgu, ale, na litość Pana Szatana, on jest przyszłym polskim profesorem, któremu się niby należy szacunek, i który - jak słyszałem - jest elitą tego, pożal się Szatanie, narodu.

Ty głupia zanalfabetyzowana kurwo! Niech ci zabiorą to jebane stypendium i dojebią odsetki, byś się nie pozbierał, śmieciu biedny! Jesteś zwierzęciem i liczę na to, że rychle zdechniesz we własnych fekaliach!

Zawsze wiedziałem, że frustraci anarchosyndykaliści, w poczet których się wpisujesz, są niewrażliwymi chujami, ale nie przypuszczałem, że tak ochoczo kolaborują z państwem i do tego zupełnie bez skrępowania domagają się od niego większych przywilejów, na które, Bastiat, o którym pewnie w życiu nie słyszałeś, w tekście Państwo dobitnie wskazuje jako na zapewnione ZAWSZE kosztem innych grup, które rzekomo mają wstawiennictwo anarchosyndykalistów. A tu ni chuja!

Sam miałem rozterki czy przyjąć stypendium studenckie, które w końcu zaakceptowałem, gdy skonstatowałem, że jeśli je wezmę, to i tak nikt bardziej nie ucierpi niż gdybym go nie wziął, a tobie z taką łatwością przychodzi manifestacja roszczeniowej postawy, szmato!

Gdybym miał dla twojej nędznej osoby jakąś radę, to tylko byś zamiast umieszczać te chujowe wypociny w necie, zabrał się za jakąś prawdziwą robotę i skończył dojenie naprawdę biednych ludzi, którzy są grabieni przez twojego mecenasa - czyli państwo - byś ty mógł z ich podatków, śmieciu pierdolony, te bzdury wypisywać.

Nie pozdrawiam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz