sobota, 17 kwietnia 2010

Nowe życie tego bloga

Za nic mam sobie wyniki wkoło restartującej się ankiety, w której dawaliście mi jasno do zrozumienia, że formuła bloga powinna być zachowana i postanowiłem ją zmienić, jak zresztą być może zdążyliście się już przekonać, skoro przedprzedostatni post dość mocno oddalił się od wiodącego wątku. Z kolei post ostatni wyraźnie zakomunikował przesłanie, w duchu którego kontynuować będę pisanie. (Mam świadomość, że grono odbiorców było i będzie nieliczne, a ostatnio miałem wrażenie jakby spadło do zera ;) . ) Fiesta rzecz jasna odnosiła się do iberyjskiego święta, czyli Grand Derbi, a wielu ofiar rzeczonej tragedii mi najzwyklej w świecie żal. Chodzi mi tu o stewardessy i rodziny ofiar katyńskich. Morał taki, że od polityków trzeba się trzymać z dala. Do tematu jeszcze wrócę, gdy ucichnie raban, który podniesiony został przeszło tydzień temu i pewnie będzie jeszcze się długo unosił. Wtedy będę mógł sobie pozwolić na wyciągnięcie finalnych wniosków związanych ze społeczną reakcją na tragedię.

Ale wróćmy do tematu. Czemu zmieniam tematykę? Po pierwsze: mało kogo interesuje to, co piszę; a po drugie: nudzi mnie niesłychanie zamieszczanie tych linków. Temat zasadniczo wyczerpałem, bo, mimo że każda notka o służbach siłowych zawiera różne konfiguracje jakościowe i ilościowe, to istota pozostaje ta sama i niczego już mocniej nie udowodnię. A ile można? W końcu nie jestem cierpliwy, więc poszerzam formułę bloga do granic bezgranicza, chociaż mogę przewidzieć, że tematyka oscylować będzie nadal wokół libertarianizmu i szerzej rozumianej polityki(libertariański pudelek?), a uzewnętrzniać na tematy prywatne się zasadniczo nie zamierzam. A czemu w ogóle mielibyście wierzyć, że będę tu coś zamieszczał? A, bo mam plik .txt, który pomaga mi przeszkodzić myślom w ulatywaniu. Zapisuję je w formie równoważników zdań i o ile je później właściwie rozumiem, cieszę się, że zostały w nim utrwalone. Tak więc postaram się je przetransformować do powszechnie rozumianego języka tak, byście mogli dzielić ze mną radość, a może i brzemię, skoro mówię o libertarianizmie. W każdym bądź razie, mimo często nachodzących mnie fal anarchopesymizmu nie zamierzam tu siać anarchodefetyzmu. No i nie gwarantuję z mojej strony jakiejkolwiek regularności ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz