niedziela, 18 kwietnia 2010

This is Madness! This is Polska!

Stosunek do ostatniej głośnej tragedii już wyraziłem, jednak chciałbym się pochylić nad jej reperkusjami, a dokładnie nad reakcjami na nią, co już zresztą zwiastowałem. A pogrzeb się skończył, więc chyba mogę pisać.

Otóż najbardziej uderzający wydaje mi się fenomen, który uważam za powszechny ludziom, których umysły zostały wyprane w państwowej pralce propagandy, a szczególnie Polakom. Mianowicie bez względu na obecność pozostałych czynników, wedle których formułujemy opinie na temat osób, najistotniejszym, i zasadniczo przyćmiewającym pozostałe, jest kryterium piastowanego stanowiska urzędniczego w hierarchii państwowej. Czemu tak się dzieje? W interesie elit politycznych jest, by władcy obecnie piastujący funkcję mieli wśród pospólstwa autorytet, a mogą to osiągnąć między innymi kreując inny niż ‘prawdziwy’(czyli postrzegany jako takim, bez wpływu filtra mediów i reszty wasali znajdujących się na usługach państwa) obraz władzy; wznoszą go na wyżyny intelektualne, przydają mu cnót i niejako otaczają go boską aureolą, która separuje go od śmiertelników. Zresztą sam Janusz Korwin-Mikke(postać inspirująca dla wielu, którzy wychodzą poza polityczny mainstream) – monarchista – wskazuje na konieczność istnienia hipokryzji u władcy, bo gdyby pokazywał się takim, jakim jest, to by to – zdaniem JKM – demoralizowało lud. Wydaje mi się, że z czasem, gdy dysponujemy coraz większą ilością źródeł, zauważamy jak bardzo ‘ludzcy’ byli bohaterowie naszej historii. O Kościuszce mówiło się, że był pedofilem, a o ks. Poniatowskim, że się najebał przed bitwą, w której poniósł śmierć. O ostatnich władcach wiemy jeszcze więcej, w końcu ‘czwarta władza’ nie próżnuje.

Weźmy teraz na warsztat Lecha Kaczyńskiego, bo przecież w kontekście jego śmierci mówimy o tym fenomenie. Jako że jego ‘ludzką’ twarz dobrze poznaliśmy, konieczna stała się zmiana jego wizerunku. I oto jak go teraz przedstawiają media w tej nawałnicy propagandy:
1. inteligent
2. bohater Solidarności
3. człowiek zrównoważony
4. sympatyczny
5. interesujący się wszystkimi polskimi sprawami
6. wyraźnie zmienił Polskę (tak mówił ten klecha po Śniadku na uroczystościach pogrzebowych; czyli coś jak Kazimierz Wielki „zastał Polskę drewnianą, zostawił murowaną”)
7. zginął śmiercią bohaterską
8. posiadał klasę
Itp.

Mam tu oczywiście na myśli media mu nieprzychylne, bo te, których wobec niego stosunek był poddańczy pozostały na wcześniej obranym wektorze. A któż to tak zmienił te opinie: ano na przykład Michnik, który się obudził i napisał, że zbyt ostro go krytykował, Wałęsa nagle mu wszystko przebaczył, Gadomski napisał, że Skrzypka zbyt ostro krytykował, a teraz uważa go za solidnego urzędnika. Kolejnego już minusa zaliczył u mnie również Instytut Misesa, który umieścił notkę poświęconą pamięci zmarłego prezydenta, tym samym dając kolejny raz dowód temu, że taki antysystemowy to on nie jest.

Jako że jestem wrażliwy i staram się rozumieć innych i nie ranić ich, moim zdaniem powinniśmy porzucić zasadę, że o zmarłych się źle nie mówi i tym bardziej ostro i rzeczowo ich krytykować, bo skoro już umarli, to nie czują, więc zranić się ich nie da. Oto jak postrzegałem Lecha ja i chyba większość, która o nim słyszała:
1. Specjalnie bystry się nie wydawał(jak Irasiad) ale pewnie to piękno umysłu skrzętnie skrywał. W każdym bądź razie był w PRL’u akademikiem zajmującym się prawem pracy, który na potrzeby prac naukowych czerpał garściami z Lenina. Czy dziś by to przeszło? Chyba nie, choć nie bardzo mnie to interesuje, gdyż prawo pracy to dziedzina z natury marksowska, z którą nie chcę mieć nic do czynienia.
2. Szeregowy członek Solidarności, jeden z 10 milionów. Ludzie, którzy w tej organizacji w latach 80-tych działali, generalnie o nim nawet nie słyszeli. Nie siedział w więzieniu w przeciwieństwie do wielu.
3. Wydaje mi się, że nie do końca. Dowodem na to może być niekontrolowany wybuch śmiechu, gdy po raz pierwszy usłyszał Tuska starającego się mówić po angielsku; bądź taki tekst po trudnym pytaniu Moniki Olejnik: “Stokrotka, stokrotka, jest pani na mojej krótkiej liście, pożałuje pani tego, wykończę panią, nie obronią pani agenci służb specjalnych Walterowie.” O dziwo, ostatnio adresatka w swoim programie płakała po nim.
4. Tekst wymierzony w dziadka z ulicy, znane „Spieprzaj, Dziadu!” czy ten, który nie miał ujrzeć światła dziennego o „małpie w czerwonym”.
5. Typ osobiście nadał Rogerowi Guerreiro obywatelstwo, przychodził regularnie na jego mecze a potem wypalił coś o „Rokerze Pereiro”, „Benchauerze” i w końcu „Borubarze”. Czy ta hipokryzja nikogo w oczy nie kłuje? Jak na dłoni widać, że koleś się sportem nie interesował, więc po co tak wytrwale się na meczach w szalikach pokazywał? Ano po to, by pokazać jakim to jest normalnym Polakiem. Ale jak zwykle nie wyszło.
6. No cóż, wiele nie zrobił w żadną stronę. Utrzymał trend rosnącego wpływu rządu na obywateli i zwiększonych wydatków na kancelarię. Ktoś napisał, że gdyby u nas był taki podział sceny politycznej jak w innych krajach, to Lech byłby z pewnością socjaldemokratą. Zgadzam się. On był socjalistą demokratą o odchyleniu narodowym, czyli demokratycznym narodowym socjalistą, a zatem demokratycznym nazistą, w dodatku katolickim, czyli katodemokratycznym nazistą. Da się gorzej?
7. To nie sztuka umrzeć w wypadku niezależnie od własnej woli, naprawdę.
8. Specjalnie grzeczny czy elegancki nie był, języków nie znał. Czy przystoi dziś do jego wizerunku palenie kukły innego polityka, jak to czynił w przypadku Wałęsy w latach 90-tych? Kaczyński to zatem Lepper, któremu się udało. Pewnie dlatego, że nie był ze wsi(a z WSI?). Na osłodę dodam, że jedynie żona mu się udała(co prawda jej uroda zupełnie do mnie nie przemawiała). Ona miała klasę w sposobie prezentowania siebie i w swoim wyważonym zachowaniu w przeciwieństwie do tej małpy Kwaśniewskiej.
Itp.

Nie sugeruję wcale istnienia jakiegoś szeroko zakrojonego spisku poza kręgami politycznymi, o których powszechnie wiadomo, że chciałyby ugrać kapitał polityczny na tej tragedii, np. PiS’em. Uważam po prostu, że niektóre działania weszły już państwowcom w krew, czy to genetycznie, czy to kulturowo, to już nieistotne.

Innym wytłumaczeniem – choć nie wykluczającym poprzedniego - rzeczonego fenomenu może być chęć ekspiacji. Tak jak wszyscy złodzieje, kurwy i chachmęci klękali po śmierci JP2 – a wszystko i tak szybko wróciło na swój sobie właściwy tor – tak teraz ci z poczuciem winy się kajają. Gdyby prezydent nie umarł, prawdopodobnie by nie wygrał wyborów i trafił na śmietnik historii, ale jego sława miała szczęście, że zginął w tragicznych okolicznościach i takim sposobem stał się bohaterem, godnym pochowania na Wawelu. Polityczną sławą się specjalnie nie cieszył, wypłynął dzięki Rydzykowi i moherowym beretom, wybory wygrał, bo Kurski skłamał, że dziadek jego rywala wstąpił na ochotnika do Wehrmachtu, a charyzmatycznym przywódcą również nie został, więc kryteriów chowania na Wawelu raczej nie spełnił.

Cała tajemnica manipulacji jak na dłoni została obnażona przez JKM’a na swoim blogu, który, razem z całym środowiskiem Najwyższego Czasu, nazywał typa zdrajcą za poparcie wstąpienia do Wspólnoty Europejskiej, a następnie za podpisanie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawiał RP suwerenności. Teraz oto pisze, że zginął „na posterunku, w służbie dla Kraju”, wie bowiem, że w innym przypadku odebrałby sobie legitymację do roszczeń o władzę. Bez znaczenia czy to monarchiczną, czy to demokratyczną.



Choć nie obserwuję wydarzeń z lotu ptaka, bo jakiś jestem i jakieś poglądy posiadam, to możecie potraktować ten wpis, jako obiektywną i krytyczną diagnozę tego, co się dzieje obecnie, i w tym sensie wolną od stronniczości, że w obecnym ‘sporze politycznym’ nie zasiadam po żadnej stronie. Zresztą przypuszczam, że gdyby zginął ktoś z innego obozu reakcja byłaby symetryczna, krytycznych głosów byłoby niewiele, tylko że z drugiej strony.

A o reakcji części katolickich publicystów jeszcze będę pisał, bo wydała mi się interesująca i to w zupełnie nietypowym kontekście ;)

2 komentarze:

  1. Ogólnie zgadzam się z artykułem. Zresztą, w moim postawiłem podobną tezę, dlaczego nagle wszyscy opłakują parę prezydencką i pozostałe ofiary.
    Nie rozumiem tylko krytyki Instytutu Misesa. O ile mi wiadomo, IM nigdy nie był "antysystemowy", w tym sensie, że to nie był tubą anarchokapitalizmu. Skupia się głównie na austriackiej szkole ekonomii, dopuszczając zdaje się do swego grona także i minarchistów. Poza tym, skoro część obywateli mogła odczuwać więź z prezydentem, nie widzę powodów, dla których IM, nie mógł zamieścić tradycyjnej wzmianki o tragedii, zgodnie ze społecznym zwyczajem.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Prosto z witryny: "Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wrocławiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nie nastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji Austriackiej Szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej" można jasno odczytać, że IM jest antysystemowy. Można więc się spodziewać, że jeśli już odchodzi od swoich głównych pól zainteresowań w wąskim znaczeniu, to robi ukłon w stronę związaną z szeroko rozumianą tematyką. Lech Kaczyński ani trochę nie pomógł w promowaniu żadnej z wymienionych tradycji, a co więcej swoim działaniem jawnie dawał wyraz poparcia dla idei, z którymi IM na co dzień walczy. Nie widzę więc powodu, dla którego IM jako ośrodek promujący te konkretne idee miałby dawać wyraz żalu, co uczynił swoją notką. Zresztą w ogólnie zadekretowaną żałobę wtopił się nieźle, bo zmienił szatę graficzną na ten czas. I ja tu nie wypowiadam się - jak sugerujesz - w kategoriach "mógł/nie mógł". Po prostu uważam to za bezsens, bo skoro śmierć polityków otacza taką uwagą, to czemu nie innych ludzi, którzy już więcej wspólnego z tymi ideami mieli, bo przynajmniej zaciekle z nimi nie walczyli. Rubryka nekrologów w gazetach nigdy nie świeci pustkami.

    OdpowiedzUsuń na zawsze