sobota, 1 maja 2010

EkonoBiologia

Preferencja czasowa - za Wikipedią - to miara tego w jakim stopniu aktualna satysfakcja jest bardziej pożądana od takiej samej satysfakcji w przyszłości. Nie można jej scharakteryzować żadną stałą, można za to ja porównywać i mówić, że jest wyższa bądź niższa. Jej odbiciem w gospodarce pieniężnej jest naturalna stopa procentowa. Gdy preferencja jest niższa, to przy pozostałych warunkach niezmienionych skłonność do oszczędzania jest większa. Oczywiście determinuje ją wiele czynników, w tym geny.

Skoro można genetycznie wyróżnić rasy i stworzyć koncepcję Trójwzoru(poruczam w tym momencie książkę skazanego na ostracyzm w politpoprawnym świecie kanadyjskiego profesora Rushtona: Race, Evolution, Behavior, której skrócona – 50 stronicowa - wersja napisana językiem zrozumiałym dla laika sprawnie rozwija niniejszą koncepcję; a dostępna jest pod tym linkiem*), która ustala pomiędzy nimi płynną – choć wyraźną – granicę, to czy nie przekłada się ona również na preferencję czasową? Najlepszym sposobem, by odpowiedzieć na to pytanie, wydaje się być izolowanie czynników i przeprowadzanie doświadczeń. Ja z braku laku zmuszony jestem odwołać się do potocznego doświadczenia. I jakie są rezultaty? Wynika z niego, że i w tym przypadku można zaobserwować Trójwzór. Kto ma największe oszczędności na Ziemi i finansuje np. dług Stanów Zjednoczonych? Podobno Azjaci. Kto ma najmniej oszczędności i bierze najwięcej kredytów? Nie mam danych, a za słaby wskaźnik uważam zadłużenie państw, bo jest ono raczej miernym odbiciem preferencji czasowej obywateli, choć i tu reguła się potwierdza i skrajnym typem jest państwo afrykańskie: Zimbabwe. Tak czy inaczej nietrudno zaobserwować, że w braku oszczędności prym wiedzie Afryka.

Mimo że zdołaliśmy zidentyfikować Trójwzór w preferencji czasowej, to jednak w dalszym ciągu związek z cechami, które wyróżnia w nim Rushton wydaje się być nieco odległy i mglisty(może poza długością ciąży i dojrzewania - okresami produkcji). W tym momencie przychodzi ogniwo spajające te dwie sfery, to które mnie w ogóle zainspirowało do napisania tej notki, a które szerzej zostało opisane – choć zupełnie wyłączone z obu kontekstów o których piszę – w artykule wczorajszego wydania Gazety Wyborczej, który w nieco zmodyfikowanej formie dostępny jest pod tym linkiem. Oprócz przytoczonego podziału na sprinterów Jamajczyków i maratończyków Etiopczyków (tych, których metodą na zdobycie pokarmu było zamęczenie na śmierć w zaganianiu antylop, o których jeszcze w tym odcinku będę opowiadał) w papierowym wydaniu załączone zostały przykłady dwóch biegaczek. Pierwsza z nich to ważąca 41 kg Yoshimi Ozaki, a druga to Selly-Ann Fraser. Obie z nich zapisały się w historii na występach Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce w Berlinie w minionym roku. Druga z nich wygrała sprint na 100m, w którym drugie miejsce zajęła jej rodaczka, obie raczej asfaltowo-hebanowe niż latynoskie.



Maratonka Ozaki z kolei nie wygrała, była druga za …


Chinką Bai Xue.



Na podstawie tego przykładu możemy powiedzieć, że Trójwzór jest integralny w wielu wymiarach. I ta szeroka konkluzja prowadzi nas do jeszcze ogólniejszego wniosku, że prawa ekonomii przestają być domeną jedynie wąskiego pojęcia ekonomii związanej z gospodarką pieniężną, ale stają się również jak najbardziej prawdziwe w odniesieniu do praw natury. Przeto kategoria działania nie charakteryzuje jedynie czynności człowieka, jak pisał Mises, lecz wykracza daleko poza nie, o czym napomknąłem już niegdyś tutaj. Jak również - jak pisze w komentarzu Yaros - Być może jest tak, że prawa ekonomii działają nie tylko w sferze fenotypu rozszerzonego ale także w ramach samego fenotypu. Być może ekonomizowanie jest nieodłączną cechą każdego żywego organizmu.

Podobnie jest z prawem przychodów, które nie tylko opisuje działanie świadome, ale wyznacza również optymalne konfiguracje genetyczne zdeterminowane przez kontekst warunków naturalnych. Dawkins w swych książkach klarownie ilustruje na przykładach powiedzenie z powieści libertariańskiego pisarza Roberta Heinleina, że nie ma darmowych obiadów, które już gdzieś kiedyś referowałem: Zasadniczo truizmem jest twierdzenie, że żyjemy w świecie ograniczonych zasobów, choć niektórzy wydają się tego faktu nie zauważać. Dawkins pisze o nim w kontekście ewolucji, czyli że każda genetycznie zdeterminowana krańcowa zmiana w budowie i funkcjonowaniu jakiejś części organizmu, cechująca się większą aktywnością, a przez to wymagająca większych nakładów zasobów takich jak np. energia tudzież pierwiastki chemiczne, pociąga za sobą krańcowe osłabienie się innych funkcji organizmu. R.D. podaje przykłady, np. szczurów, które są średnio odporne na próchnicę, jednak w laboratorium, gdzie stworzono ich dwie linie - jedną odporniejszą na próchnicę, a drugą bardziej podatną - już po paru pokoleniach różnica stawała się coraz bardziej dobitna. Jednakże w środowisku, skąd te szczury wzięto (nie lubię jałowego określenia "naturalne") nie było możliwe wyodrębnienie się tak klarownych linii ze względu na ograniczoność wapnia, które w cieplarnianych warunkach laboratoryjnych nie było tak rzadkie. Wapń sprzyjająca zapobieganiu próchnicy jest bowiem niezbędna do wielu innych funkcji, jak np. twardość innych kości, która na odpowiednim poziomie była warunkiem sine qua non przetrwania. Następnym przykładem jest populacja antylopy, która ciągle nie wyewoluowała do skutecznego uciekania przed drapieżnikami. Te antylopy, które rodziły się z odpowiednio długimi nogami i silnymi mięśniami, by dostatecznie szybko uciekać przed wszystkimi drapieżnikami, musiały poświęcić na ww. atrybuty rzadkie zasoby, które były im potrzebne do przetrwania, czyli uniknięcia innej brzytwy selekcji naturalnej niż drapieżniki.

*Należy jednak pamiętać, że wszystkie teorematy, które Rushton formułuje i w ogóle – z tego co się orientuję – wszyscy genetycy, to nie apodyktyczne prawdy, za które można uznać teorematy ekonomii Szkoły Austriackiej, o ile za prawdziwe się uzna jej przesłanki, tylko hipotezy, które należy testować, ale które w gruncie rzeczy mogą być wykorzystywane jedynie roboczo, bo których zgodności z rzeczywistością się nigdy nie zweryfikuje. O czym mówię konkretnie? Np. o testach mierzących to całe IQ. Rushton powołuje się na doświadczenia badające IQ pod względem genetycznym, które były jego zdaniem najbardziej skuteczne, bo eliminowały czynniki kulturowe, ograniczając swój przedmiot do adoptowanych dzieci różnych ras wychowywanych w rodzinach różnych ras. Rezultaty generalnie potwierdzały główną tezę książki o istnieniu Trójwzoru, jednakże i do nich można mieć zastrzeżenia. Jak wytłumaczyć, że najwyższe wyniki w testach na IQ uzyskiwały dzieci o azjatyckim pochodzeniu? Rushton zrzuca to na karb genów, ale równie sensowne mogą być inne uzasadnienia:
1) wszystkie dzieci mają genetycznie równe predyspozycje do osiągania określonych wyników w testach, jednakże np. dzieci o pochodzeniu afrykańskim, jako że więcej czasu spędzały na uprawianiu sportu, bo
a) takie mają preferencje
b) są do tego lepiej przystosowane dzięki warunkom fizycznym
mniej czasu przeznaczały na rozrywkę stymulującą intelektualnie, co odbiło się na wynikach w testach
2) presja społeczna (np. mająca swoje źródło w chęci adaptacji do stereotypów) dotycząca poświęcaniu czasu na rozwój intelektualny na dzieciach o pochodzeniu azjatyckim była największa, co znajdywało swój wyraz w testach
Itp.

0 komentarze:

Prześlij komentarz