sobota, 29 maja 2010

Niewidzialne sidła

Bronek Komorowski zgłosił kandydata na stanowisko prezesa NBP Marka Belkę. Jednak nie o samej kandydaturze chciałbym pisać, bo to nudne niezmiernie; wolałbym natomiast abyśmy skupili się na reakcji opinii publicznej na to wydarzenie, a dokładnie na pewnym jej aspekcie. Otóż aspektem tym jest podkreślanie przez opiniotwórcze środowiska i zapewne – zapewne, bo nie mam ochoty samemu się o tym przekonać śledząc wypociny różnych komentatorów – bezmyślne po nich powtarzanie przez media pośledniej klasy pragmatyzmu kandydata. Pierwszym (chyba), który wskazał na tę cechę jego osobowości jest jego kolega z wydziału i były członek RPP, Bogusław Grabowski. W nurt ten zaskakująco wpisuje się również ten, który wsławił się, przeciwko nurtowi, tyle że głównemu ekonomii, pisząc o Rothbardzie, razy parę wystąpić, a nawet nazywany był fellow traveler w odniesieniu do Austriaków. Mowa o Witoldzie Gadomskim.

Takie wysuwanie cnoty pragmatyzmu na pierwszy plan przez komentatorów jest symptomatycznym i znamiennym dla systemu wartości powszechnego w ich świecie. Niestety nie wiedzą, że ich bożek nie istnieje, bo cóż znaczy być pragmatykiem w kontekście pełnienia funkcji prezesa NBP? Nie jest on komputerem, natomiast zawsze podejmuje jakieś decyzje w oparciu o wybrane przez siebie arbitralnie kryteria. Jest więc z konieczności ideologiem, którego świat piszących peany ku czci pragmatyzmu tak bardzo się boi! O tyle akurat ma reakcja jest tak żywa, że daję tu jej wyraz, o ile rzeczone stanowisko wydaje mi się bardzo ideologiczne, zwłaszcza jeśli wyznaczenie wspomnianych kryteriów powszechnie budzi tak wiele emocji naukowych i światopoglądowych, a nie kto inni, bo przecież nie publicyści, a naukowcy, tacy jak np. Bugaj czy właśnie Grabowski, używają tych bezsensownych pojęć. Podobnie sprawa się ma w kontekście jego rzekomej apolityczności. Pomijając jego bogatą przeszłość polityczną nawet rozumianą bardzo wąsko, jego decyzje są na podstawie rzeczonej zasady jak najbardziej polityczne! No chyba, że uznamy, że politycznym jest dziś jedynie to, co różni dwa główne obozy parlamentarne, a reszta tradycyjnych akademicko/ulicznych kwestii spornych, zwłaszcza tych o fundamentalnym dla libertarian znaczeniu, zostaje zepchnięta z areny walki zwanej polityką, pod warunkiem, że nie zostanie zjedzona przez system, a następnie stanie się jego częścią.



A teraz, na koniec te kilka nudnych słów o protagoniście ostatnich wydarzeń, zepchniętym przeze mnie nieco na bok: z tego co usłyszałem – w końcu na jego i Grabowskiego Wydziale, który jest również wydziałem i moim – Belka, nawet pod względem znajomości ekonomii głównego nurtu nie wyróżnia się na tle światowym na tyle, by dzięki niej objąć stanowisko w MFW, które ostatnio piastował, a prace naukowe, które wydał były raczej przenoszeniem zagadnień zachodnich na pogrążony w mrokach PRL’u ciemny grunt. Podobnie jak Balcerowicz (ciekawe, że to akurat dwaj postpezetpeerowi neoliberałowie), znany jest z tego, że miał – uwaga, bo teraz padnie to nieszczęsne słowo – polityczne doświadczenie w kierowaniu transformacją, czyli był takim mainstreamowym wyrobnikiem.

0 komentarze:

Prześlij komentarz